Tak źle i tak nienajlepiej
Nie mam życiowej partnerki, a tym bardziej pretendującej na przyszłą chciałaby mieć ze mną potomstwo. Może to i ok., ponieważ nie dość, że pomimo 28 wiosen nie czuję się bynajmniej na posiadanie potomstwa przygotowany, to miałbym ogromny problem z wybraniem dla niego imienia. Z jednej strony pragnąłbym żeby mój potencjalny przyszły syn lub córa posiadał klasyczne, polsko wybrzmiewające imię, jak Bronisław, Janusz lub też Ryszard, lecz z kolei nie mam pojęcia czy te imiona, trochę już przestarzałe w obecnych latach, całkowicie już staną się niemodne za następną dekadę. A przecież ani jeden dorosły nie chciałby być znielubiany przez swoją pociechę, tylko i wyłącznie z powodu tego, że nie chciało mu się wysilić i spędzić trochę czasu nad pochyleniem się nad najbardziej idealnym imieniem. Co z tego, że podoba mi się Kevin, skoro po pierwsze w krajowym abecadle nie pojawia się litera ,v”, a po drugie zwykle wiązać się będzie z rozrabiaką z amerykańskiej komedii puszczanej w naszej telewizji kolejnej Gwiazdki. A gdy przytrafi się dziewczynka? Nie wiem czy na cieście urodzinowym z okazji jej wejścia w dorosłość w roku 2028 cieszyłaby się, jeśli miała napisane Sonia, Iwona, Krystyna czy może Britney. Kochani, a czym wy się kierowaliście nadając imię dla swoich maluchów? Analizowaliście znaczenie poszczególnych imion w Internecie czy może szukaliście słynnych osobowości o takim samym imieniu? Bardzo jestem żądny wiedzy jak to robią teraźniejsi młodzi rodzice.
Trackback this Article | Subsribe to Comments